Mad World

Stąpam niepewnie po zdradliwych płytkach podłogi centrum handlowego.
Na powierzchni całej obolałej skóry czuję obrzydliwy dotyk paniki, która oblepia mnie jak lodowate błoto.
Wyginam plecy coraz silniej i silniej, oplatając się ramionami w rozpaczliwej próbie powstrzymania rozpadającego się na kawałki ciała. Ciągle przeraźliwie boję się, że umrę. Jutro. Dziś. Mam dwadzieścia sześć lat i nie ma najdrobniejszej chwili, kiedy nie miałabym przed oczami własnego konania, uśmiercam się z każdą minutą na sześćdziesiąt sposobów, każdy krok, każdy ruch, każdy oddech jest torturą niepewności, co będzie. Za chwilę. Za moment. Za ułamek mrugnięcia powiek.
Zapadam się w fotel autobusu jak w czarną dziurę. Na Krowoderskiej widziałam, otoczoną jaskrawymi płotkami, ziejącą poszarpanymi asfaltowymi wargami miniaturową otchłań, do której krawędzi chciałam się podczołgać i schować twarz w jej krzyczącym wnętrzu. Kurczowo ściskając kierownicę przejechałam obok.
Stąpam po wyjącej przestrzeni; nigdzie nie mogę się ukryć przed walącymi się na moją kruchą głowę bryłami strachu; gwiżdżą w trzeszczącym powietrzu jak oszalałe ptaki. Nie umiem opisać tego uczucia, które narasta we mnie cal po calu, żyła po żyle, włókno po włóknie, które rozlewa się na tkanki jak rak, które chwyta za serce i łomocze nim o ściany żeber; to wizja, że nie ma żadnej szyby między mną a przepaścią pod moimi stopami.
A wystarczyłoby chwycić mnie za rękę i przytrzymać. Prawie nic nie ważę. Kiedyś, kiedy pękającymi ze strachu oczami spoglądałam prosto w rozwarte gardło skalnej głębi, przypadkowy turysta odezwał się do mnie. Dźwięk jego głosu sprawił, że ucichło moje oszalałe serce. 
Gdyby ktoś tu, na nizinie, powiedział do mnie słowo

0 myśli na “Mad World”

  1. Tez mnie czasem łapią takie ataki strachu przed śmiercią, w skrócie opierają się one na pytaniu "ale jak… że koniec… że wszystko zniknie?". Powodowały okropny ucisk w klatce i niemal atak paniki. Nigdy nie oswoiłam tego strachu, ale na szczęście coraz rzadziej o nim myślę.

    Życzę i. Tobie braku czasu na takie obawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *