Jednym z najpopularniejszych wpisów na blogu od zawsze jest ten dotyczący szlaków, którymi możecie zdobyć Turbacz na rowerze: Turbacz rowerem – 5 propozycji tras (plus jedna gratis). Dziś przychodzę do Was z prostym pomysłem na pętlę rowerową w Gorcach, również obejmującą wizytę na Turbaczu!
Gorce i Gorczański Park Narodowy
Co ciekawe, Gorce są kompletnie omijane przez Główny Szlak Beskidzki. Możecie za to łatwo je odwiedzić, jeżeli wybieracie się na Mały Szlak Beskidzki – start na Luboniu znajduje się tuż przy leżącej u stóp Gorców Rabce. Mimo to Gorce to szalenie często odwiedzane pasmo górskie. Najwyższy szczyt, Turbacz (1310 m n.p.m.) należy oczywiście do Korony Gór Polski.
Najwięcej informacji, nie tylko o szlakach rowerowych, znajdziecie na stronie parku narodowego. Wstęp na obszar parku jest płatny. Przy dłuższej wizycie można kupić bilety kilkudniowe w korzystniejszej cenie. Nie wszystkie szlaki, które będziecie przemierzać, leżą na jego obszarze, więc warto się zorientować przed wycieczką, gdzie przekroczycie granice parku – co wiąże się oczywiście z koniecznością przestrzegania regulaminu.


W paśmie Gorców znajdują się schroniska PTTK: na Turbaczu, na Starych Wierchach, Maciejowej i na Łapsowej Polanie. W okresie wakacji działają tu również dwie studenckie bazy namiotowe: na Gorcu i na Lubaniu. Okoliczne miejscowości oferują doskonałe zaplecze noclegowe.
Gorce na rowerze – o czym warto pamiętać
Najważniejszą informacją, jaką musicie znać, zanim odwiedzicie Gorce na rowerze, to przede wszystkim zasady panujące w parku narodowym. Na terenie parku narodowego możemy się poruszać na rowerze tylko szlakami rowerowymi. Szlaki te przebiegają często razem z pieszymi i konnymi – rowerzyści mają obowiązek ustępować z trasy turystom pieszym i konnym.

Sieć szlaków rowerowych na terenie parku i w okolicach się rozrosła w ostatnich latach, szczególnie w okolicy Ochotnicy Dolnej i Górnej, gdzie nie obowiązuje ścisłe obszary ochrony przyrody. Podstawową trudnością jest przewyższenie, które zdobywamy na trasie. Przemierzając Gorce na rowerze, traficie zarówno na łatwe drogi szutrowe, jak i trudne kamieniste wąwozy (na przykład zjazd z Turbacza w stronę Obidowca). Zawsze dostosowujcie się do swoich umiejętności i panujących warunków, zwłaszcza po deszczu, a także koniecznie uważajcie na turystów pieszych.

Przemierzając Gorce na rowerze, należy uważać na drewniane, po deszczu niesamowicie śliskie belki, które w ogromnej ilości znajdziecie na szlakach w Gorcach. Służą odprowadzaniu wody deszczowej. Upadek na takiej belce po deszczu jest niemal pewny. W okolicy szczytów na przykład Jaworzyny Kamienickiej, spotkacie też drewniane umocnienia szlaków, które tak samo są szalenie zdradliwe przy mokrej pogodzie.
Szlaki rowerowe zawsze łatwo sprawdzimy w aplikacji Mapy.com (dawniej Mapy.cz).
Gotowe propozycje wycieczek znajdziecie też na stronie parku: szlaki rowerowe w Gorczańskim Parku Narodowym.


Rowerem dookoła Gorców
Pętlę wyznaczam w 100% szlakami rowerowymi. Auto pozostawiam na parkingu pod kościołem w Porębie Wielkiej. Przy wejściu do Gorczańskiego Parku Narodowego jest duży, płatny latem parking przy ośrodku Ostoja Koninki – tam też można zostawić auto. Bilet do parku narodowego kupiłam w budce przy wejściu na szlaki. Można to zrobić również on-line.
Jeśli chcesz zapisać GPX, kliknij mapę i wybierz opcję „Eksportuj GPX’:



Skręcam w lewo w szlak wiodący ku Turbaczykowi i po 150 znowu bardzo ostro w lewo – to ważne, bo prosto pojedziemy na Tobołów. Aż do Jaworzyny Kamienickiej będę jechać szutrową drogą (uwaga na mokre drewniane belki!) o łagodnym nachyleniu, z tylko kilkoma bardziej stromymi miejscami. Po deszczu uciążliwy był odcinek wyłożony kamieniami w okolicy Koniny, przed Przełeczą Borek, ale ciągnie się tylko przez ok. 500 metrów.


Szlak jest na zmianę podjazdem i zjazdem, mijającym kilka krzyżujących się z nim szlaków pieszych. Dłuższy, łagodny zjazd prowadzi mnie do polany Papieżówka, a z niej czeka mnie najdłuższy tego dnia podjazd – 7,6 km na Jaworzynę Kamienicką.
Na Jaworzynie szlak zmienia charakter na górską ścieżkę. Po drodze czeka jeszcze przeprawa drewnianą „kładką” prowadzącą przez bardziej podmokłe tereny. Jadę w deszczu, więc akurat wszędzie jest mokro, więc szczególnie uważam na mokrych deskach.

Przez Halę Długą docieram do jedynego po drodze schroniska na Turbaczu. Tutaj zawsze możecie spodziewać się tłumów, nawet w deszczowy dzień. Jeśli będziecie mieć dobrą pogodę, sprzed schroniska rozciąga się wspaniały widok na Tatry. Stąd do szczytu jest jeszcze 500 metrów – zarówno schronisko, jak i szczyt Turbacza leżą poza parkiem narodowym, więc możecie wykorzystać szlak pieszy do jazdy. Na pewno jednak będzie na nim tłoczno.


Z Turbacza szlakiem rowerowym zjeżdżam na Obidowiec, a dalej skręcam w prawo w tzw. Kopaną Drogę, która doprowadzi mnie do górnej stacji kolejki na Tobołów. To bardzo charakterystyczny, jednoosobowy wyciąg krzesełkowy – podobny spotkacie na Chełmie w Myślenicach.

Stąd już będzie zjazd w lesie bez widoków aż do skrzyżowania dróg – można albo krótszą drogą zjechać na parking, albo dłuższą trasą objechać jeszcze dolinę potoku Turbacz i skończyć w okolicy Polany Oberówka – wybieram dłuższy wariant.
To razem 50 km pętli po Gorcach i 1390 m przewyższenia.
Gorce na rowerze – podsumowanie trasy
Całość trasy jest technicznie łatwa, o ile deszcz i wilgoć nie sprawi, że będzie ślisko. Trudnością będzie suma przewyższenia, dlatego weźcie pod uwagę wysiłek, jeżeli wybieracie się na tę trasę bez elektrycznego wspomagania.
Inną trudnością może być w lecie brak źródeł wody, więc przy upałach zaopatrzcie się w odpowiedni zapas. Jedynym miejscem na trasie, gdzie możecie uzupełnić zaopatrzenie, jest schronisko PTTK na Turbaczu.
Gorce na rowerze warto odwiedzić, zwłaszcza jeśli jesteście na początku swojej drogi w kolarstwie górskim i szukacie nietrudnych szlaków rowerowych!
Zobacz też:

Cześć,
Takie pytanko – jak myślisz czy ta trasa nadaję się do jazdy również w drugą stronę? Czy tak jak jechałaś jest optymalnie? Czy w drugą stronę będzie trudniej czy raczej podobnie?
Pozdrawiam serdecznie
Grzesiek
Myślę, że podobnie – spokojnie można jechać z Koninek od razu na Obidowiec, choć sama nie przepadam za tym podjazdem. Jedyna znaczącza różnica jest taka, że wyznaczyłam sobie wizytę w schronisku bliżej końca trasy, żeby uzupełnić kalorie i napoje, jeśli schronisko odhaczy się na początku, to potem już trzeba liczyć tylko na własne zapasy – to może być istotne w upale. Zaznaczam oczywiście, że trasa stanowi wyzwanie tylko przy rowerze analogowym, przy elektrycznym wspomaganiu – żadnego 😉