Zachodnia ściana Gorców, czyli leniwa trasa dla sybarytów

Ilona @i_na_co_ci_te_gory przypomniała mi moją walentynkową wycieczkę w Gorce! Razem z przyjaciółkami odtworzyła moją trasę i sprawiła, że sama zechciałam do niej wrócić i ją opisać. Odświeżyłam tę stronę między innymi po to, by częściej archiwizować moje szlaki właśnie w formie wpisu, więc do dzieła!

Widok z Koliby na Łapsowej – tego dnia nie miałam szczęścia, ale gdzie Tatry stały, to widać

Koliba na Łapsowej Polanie

Plan na Walentynki uknułam prosty: przespacerować się szlakiem prowadzącym przez trzy gorczańskie schroniska, pomijając jakiekolwiek wybitne szczyty i ciesząc się zimą. Trasa nie jest pętlą, lecz spokojnie do jej początku i końca można dojechać i odjechać transportem publicznym. Zaczęłam w Klikuszowej, by sprawdzić czarny szlak wiodący na Bukowinę Obidowską, którym jeszcze nie miałam okazji wędrować.

Szlak zaczyna się przy cmentarzu w Klikuszowej i prowadzi początkowo dość łagodnie przez pola i las. Tego dnia miałam dodatkową atrakcję – zupełnie nieprzetarty śnieg, na otwartej przestrzeni nawiany powyżej metra i przez chwilę nawet zastanawiałam się, czy to dobry pomysł, stojąc przed kompletnie białym morzem puchu. Jednak przeczuwałam, że w lesie nie powinno być aż tyle opadu.

Rzeczywiście drzewa osłaniały szlak przed zasypaniem, choć aż do prywatnego schroniska Koliba na Łapsowej Polanie miałam okazję stąpać po dziewiczej śnieżnej pokrywie. Dawno nie byłam w tak pustym, cichym lesie! Smaku dodawał fakt, że w to Święto Zakochanych wybrałam się na pierwszy solowy wyjazd w góry od połowy września 2020!

Moim celem było odwiedzenie Koliby, gdzie jak dotąd jeszcze nie dotarłam, a z której rozciąga się cudowna panorama na Tatry. Pogoda tego dnia nie była dla mnie łaskawa, ale za to mam motywację, by na Łapsową Polanę wrócić!

Prowadzi tutaj także szlak rowerowy!
Koliba na Łapsowej

Schronisko Stare Wierchy

Kolejny etap mojej leniwej wycieczki to przejście z Łapsowej Polany przez Obidową i na Stare Wierchy. Zbliżało się powoli południe, więc na szlaku pojawiło się już więcej turystów. Z trudem żegnając się z cudną Kolibą, ruszyłam kilka minut w górę z powrotem na grzbiet Bukowiny Obidowskiej, gdzie odbiłam na zielony szlak w kierunku Obidowej.

Czekało mnie teraz zejście do wsi, a potem wspinaczka dalej szlakiem w górę na Stare Wierchy. W Obidowej znajdziecie parkingi i początek tras narciarstwa biegowego – tego dnia było to całkiem popularne miejsce.

Chatynka na zielonym szlaku
Te drzewa, choć niebezpiecznie obciążone, zachwycały!

Ja tymczasem szlakiem zielonym wspięłam się do schroniska na Starych Wierchach, zachwycona obsypanymi śniegiem drzewami. W schronisku zamówiłam żurek i ze względu na pandemiczne obostrzenia, zainstalowałam się przy stoliku na zewnątrz.

Schronisko PTTK na Starych Wierchach – jeszcze pod zachmurzonym niebem

Bacówka PTTK na Maciejowej

Dopiero w południe, gdy powoli ruszałam w dalszą drogę, chmury nareszcie się rozeszły i nad głową rozpostarło się niebieskie niebo. Spoglądałam tęsknie w kierunku Turbacza, ale wycieczka miała być spokojna, więc odpuściłam skok przez Obidowiec na szczyt, zwłaszcza że odwiedziłam schronisko na Turbaczu równiusieńko tydzień wcześniej – nic nie stoi na przeszkodzie, byście sobie wycieczkę przedłużyli o to czwarte schronisko. Przede mną był fragment czerwonego Głównego Szlaku Beskidzkiego do Rabki – jeśli czytaliście wpis o Turbaczu rowerem, to pewnie już wiecie, że to jeden z moich ulubionych odcinków.

Lubogoszcz podglądany z czerwonego szlaku

Teraz dopiero gorczańska zima dała czadu! Choć był to odcinek zejściowy na dziś, prezentował fantastyczne widoki na ośnieżony las, Luboń Wielki i Lubogoszcz w oddali po jednej stronie, oraz Tatry i Babią Górę po drugiej. Cudo!

Po drodze minęłam trzecie schronisko – bacówkę PTTK na Maciejowej, niewielkim wzniesieniu na północnym zachodzie pasma Gorców. Tym razem bez zatrzymywania się, ale to zdecydowanie jedna z moich ulubionych miejscówek: położona około godziny drogi od centrum Rabki, na rozległej łące z widokami na Babią i Tatry, zwrócona cudownie werandą w stronę słońca i gościnna. Warto tutaj wpaść choć na chwilę! Uśmiechałam się na widok zrelaksowanych turystów, wystawiających na werandzie twarze do słońca niczym w alpejskim kurorcie.

Droga do szczęścia!
Widok na Bacówkę

Trudno było rozstać się z Maciejową! W końcu jednak przez piękne, zaśnieżone pola zeszłam do Rabki i złapałam busa do Krakowa. Jeżeli wybierzecie się w tę trasę z samochodem, po prostu zostawcie auto w Rabce bądź Klikuszowej i za pomocą transportu publicznego połączcie ze sobą końce trasy.

Trasa to około 20 km i plus minus 5-6 godzin – ale dołóżcie sobie więcej czasu na relaks i łasowanie przysmaków w każdym ze schronisk!

Zima jak malowana!
To prywatny dom – zazdroszczę!
Królowa Babia Góra
Piękna hala na Maciejowej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *