Canyon Spectral AL 6.0 2020 – po roku użytkowania

Mój profil na Instagramie wcale nie jest o mnie, tylko o moich dwóch rowerach – Canyonie Spectralu i Krossie Eskerze. Obie maszyny budzą Waszą nieustającą ciekawość, zatem do kompletu z wrażeniami po roku z Krossem Eskerem 6.0, wlatuje opis mojego roweru full suspension.

Tutaj ważna uwaga: to mój pierwszy rower w pełni zawieszony, więc nie zamierzam udawać, że cokolwiek znam się na temacie. Opowiem Wam, co w nim mam, dlaczego go wybrałam i jak się sprawdził, a jeśli chcecie opinii ekspertów, zajrzyjcie do 1Enduro (model 2018) i Knurświnów (jeśli jeszcze nie znacie Knurświnów, to brace yourself). Oprócz recenzji chłopaków obejrzałam też tony materiałów o Spectralu na Youtube.

Spectral – trail, all mountain, a może enduro?

Jeśli jesteście ze mną od dawna, to pewnie pamiętacie, że długo nie chciałam mieć roweru full suspension. Nie jeździłam wówczas po typowo ścieżkowych miejscówkach, w Krakowie poza Lasem Wolskim włóczyłam się głównie po Jurze z dużą dozą asfaltów, a poza tym nie chciałam pakować się w drogi, ciężki i skomplikowanej budowy rower. Kiedy jednak enduro wyciągnęło po mnie swoje kosmate łapska, zaczęłam myśleć o poważniejszej maszynie dla siebie i po researchu szybko okazało się, że istnieje mój wymarzony rower.

Spectral obserwowany z oddali

Canyon Spectral dopiero pod koniec 2020 roku zyskał koła 29 cali, jednak już w swojej „mniejszej” wersji był wysoko oceniany jako niezwykle sprawny rower ścieżkowy/all mountain. Początkowo stojąc w opozycji do modelu Strive, który reprezentował u Canyona segment enduro, Spectral był typowo ścieżkowy, lżejszy i wyposażony w mniejsze skoki zawieszenia. Jednak od 2019, wraz z przestawieniem Strive’a na koła 29″ i wyspecjalizowaniem go bardziej w stronę ścigania enduro, Spectral został napompowany do 160 mm z przodu i 150 mm z tyłu, stając się bardzo uniwersalną maszyną do jeżdżenia po górach, zachowującą stosunkową łatwość podjeżdżania, ale zyskując skoki zawieszenia kwalifikujące go już do enduro. Mniejsze koła 27,5 cali są doceniane przez rajderów nastawionych na skakanie i odrywanie roweru od ziemi, a moim zdaniem są też przyjaźniejsze dla osób uczących się manewrowania rowerem w trudnym terenie.

Ze względu na skoki zawieszenia, można zatem Canyona nazwać „małym enduro„. Z kolei sam producent wciąż klasyfikuje go jako trailówkę, dla odróżnienia od enduro kuzynów: Strive’a i Torque’a. W skrócie ja też mówię o Spectralu „mój rower enduro”, głównie ze względu na to, że mniej więcej do takiego stylu jazdy go wykorzystuję. Mowa oczywiście o enduro romantycznym!

Prawdziwy chuligan*

Na początku 2020 Spectral stał się zatem wyborem niemal idealnym. Do tego w cenie 11 499 PLN za aluminową wersję 6.0 bił na głowę wszystkich konkurentów pod kątem jakości wyposażenia. Co było dla mnie ważne, przy szybko rosnącej wadze rowerów trail/enduro Spectral 6.0 z rocznika 2020 wciąż zachował rozsądną masę 14,4 kg w rozmiarze M (z dętkami, bez pedałów).

Kolejna fala zainteresowania Spectralem zaczęła się 1 grudnia 2020, wraz z premierą długo oczekiwanej wersji na kołach 29 cali, obecnie wciąż tylko w wersji karbonowej. Karbonowy rower na dużym kole nie zmieniłby nic w mojej decyzji o zakupie aluminiowego Spectrala na 27,5, ale Spectral 29 cali robi absolutną furorę i został chyba jeszcze bardziej pokochany niż skromna 27,5-calowa wersja.

Obecnie Spectral 6.0 aluminiowy, rocznik 2021, kosztuje 13 299 PLN i przytył o 400 gramów, ale nie musicie się tym przejmować, bo i tak jest niedostępny 😉 Istnieje też wersja elektryczna o nazwie Spectral:ON.

Spectral widok z przodu. W tle mój nowy ulubiony kask MET Parachute Mips.

Zwinny rozrabiaka*

Więc kolejny raz zaryzykowałam i zdecydowałam się na rower przysyłany pocztą (miałam już wówczas ukochanego hardtaila od Rose). Canyon przychodzi w pudełku z dobrze zabezpieczonymi komponentami: musicie dokręcić kierownicę, założyć regulowaną sztycę i przednie koło. Wszystko jest wyregulowane i gotowe do jazdy, wystarczy tylko ustawić zawieszenie pod Waszą wagę i preferencje. W pudle dostajecie pompkę do amortyzatora i klucz dynamometryczny, manual grubości Biblii, którym spokojnie możecie zabić uciążliwego partnera, odblaski na koła i uroczy woreczek nie-wiem-na-co z logiem Canyon, który świetnie nadaje się do wnętrza sakwy podsiodłowej 🙂

Na górnej rurze widać folię ochronną
Wideł Fox 36 ustawiony pod kątem 66 stopni

Po roku wciąż jeżdżę na rowerze o niemal 100% fabrycznej specyfikacji – wymieniłam mu tylko siodło. Mam męską, albo lepiej napisać: uniwersalną wersję Spectrala, bo jest jeszcze damska o o nieco innej ramie i oznaczeniu WMN. Rama jest aluminiowa, w moim przypadku oczywiście czarna. Niestety, z czterech moich rowerów z czarnym matowym lakierem, lakier Canyona jest najdelikatniejszy – zarysowania są bardzo widoczne, zwłaszcza na przykład na górnej rurze, którą ociera się zabłoconymi spodenkami. Trochę za późno pomyślałam o oklejeniu, zrobiłam to dopiero kilka tygodni po zakupie (folia The Trail, którą i tak sama dopasowywałam nożyczkami do ramy). Kąty ramy są wygodne i „trailowe” – główka to 66 stopni, kąt rury podsiodłowej 74. Nie za płasko, nie za stromo.

Zawieszenie w mojej wersji aluminiaka to Fox – z przodu ugina się widelec Fox 36 rythm, a z tyłu Fox Float DPX2 Performance. Nie będę udawać, że coś o nich wiem, poza tym, że są drogie. DPX2 to chwalona nowość, będąca ogniwem pomiędzy lżejszym Foxem DPSem (który znajdziecie w damskiej wersji Spectrala 6.0 WMN), a mocniej zjazdowym X2 (wow, to sprytna nazwa dampera! D P X 2). Model Spectrala 5.0 jeździ na Rockshoxie, a damska wersja 6.0 z przodu ma Foxa 34 (Canyon uważa, że to wystarczy dla lżejszych osobników ludzkich, jakimi są zazwyczaj samice).

Widelec można usztywnić, co jako fanka XC robię namiętnie
Obrandowany! Błotniczek też firmowy, ale oczywiście pasuje każdy.
Fox Float DPX2 ma 3 ustawienia na pokrętle, w praktyce używam dwóch – zamknięty i w pełni uginalny.

Koła to kompletne DT Swiss M 1900, również aluminiowe, szerokie. Siedzą na nich zalane mlekiem opony od Maxxisa: Minion DHR II 2.4 z przodu (tak, tylny Minion mam z przodu!) oraz Aggressor 2.5 z tyłu. Ten Agressor budzi powszechne zainteresowanie kolegów i pytania, czemu go tam mam, więc odpowiadam: to oryginalna specyfikacja i póki się nie zużyje, to go nie zmieniam. Aggressor nadaje się bardziej na suche warunki, których, jak wiecie, nieczęsto doświadczam…

Napęd i hamulce to pełna 12-biegowa grupa SLX, co było kolejną z licznych zalet Spectrala 6.0 2020. Hamulce działają bez zarzutu, ale z przerzutką miałam dość często problemy, co mnie dziwi, bo 11-biegowy SLX w hardtailu jest genialny i działa bez najmniejszych zastrzeżeń. Kaseta to 10-51, z przodu zębatka 30T, z której wymianą na mniejszy owal noszę się od dawna, ale jeszcze tego nie zrobiłam. Początkowo ciężko było mi się przestawić na podjeżdżanie na ciężkim fullu i 51 zębów z tyłu niewiele mi pomagało, ale po paru miesiącach byliśmy już ze Spectralem znakomicie zgrani i teraz mogę na nim podjeżdżać co tylko chcecie.

Tak wygląda rower po roku namiętnego ujeżdżania. No filter.
Przednie koło na szybkozamykacz, co ułatwia życie

Kokpit to kierownica Race Face Aeffect szerokości 780 mm (którą od roku planuję obciąć…), mostek również Race Face i gripy G5 – nie są najgorsze, ale o wiele mniej komfortowe w porównaniu z prostymi Ergonami w moim hardtailu.

Ładny mosteczek.
Klameczka na 1 męski palec lub 2 żbicze paluszki.

Oryginalnie w Spectralu znajdowało się siodełko dobrej firmy SDG, ale model to był jakiś żart – Fly MTN nie pasował nie tylko mnie, ale również chyba żadnemu męskiemu testerowi w Internecie. Wymieniłam na SDG Circuit, które jeszcze nie jest idealne, ale jest cool i przypomina mi o starym modelu Strive’a, który sprawił, że zapragnęłam własnego Canyona. Sztyca regulowana ma 150 mm długości i jest po prostu canyonowska (Iridium).

Nieszczęsny SLX 1×12
Siodło SDG Circuit
Aggressor <3

Na koniec kilka słów o dedykowanych Spectralowi gadżetach. Spectral ma tak umiejscowiony damper, że ilość miejsca na bidon jest niewielka, ale Canyon oferuje system Eject – koszyki na dwa 400-mililitrowe bidony siedzące obok siebie. Dzięki temu możemy przewieźć ilość płynu odpowiadającą jednemu całkiem sporemu bidonowi. Ten system budzi szaloną ciekawość i z daleka jest brany za… baterię przyczepioną do ramy, a Spectral za elektryka 🙂 Bidony siedzą superstabilnie i nie wypadły nawet gnając na przyczepie tarpana w Srebrnej Górze.

Między bidonami są haczyki, na których gumkami można zamocować pompkę do opon.
Do sesji zdjęciowej serio wlałam tam wodę.
Korba 30T i moje ulubione pedały NS Bikes Radiance.

Mam jeszcze jeden gadżet, ten już ściśle dedykowany akurat Spectralowi (koszyk Eject chyba pasuje do każdego roweru). To małe pudełko montowane w przedni trójkąt ramy, tuż przy główce. Michał Lalik z 1Enduro twierdzi, że zmieścił tutaj dętkę – mnie się ta sztuka nigdy nie udała i na razie nie jeżdżę z tym ustrojstwem. Testowo mieści sporą paczkę żelków albo małego multitoola i łatki do dętek. W środku jest wyklejony miękkim materiałem, więc dobrze upchane elementy nie powinny tłuc się jak tic-taki w plastikowym opakowaniu.

Pojemność: 1 paczka żelków.
Spectral na Ćwilinie z pudełeczkiem w ramie

Zbudowany, by przetrwać*

Rok z Canyonem na głowie był naprawdę wart zapamiętania – z bardzo wielu względów. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że możliwości Canyona znacznie przekraczają moje własne – i jeszcze długo nie będę jeździć tak dobrze, jak ten rower na to pozwala. Z drugiej strony wiedziałam, że wsiadając na niego mam pod sobą świetną maszynę, dodającą masę pewności siebie. Ja się uczę na nim bardzo dużo – on niestety bardzo cierpi na tych moich eksperymentach.

Kiedy pytałam Was kiedyś, o czym powinnam napisać, ktoś zażartował, że chciałby wiedzieć, co się w Canyonie zepsuło. Rzeczywiście, to najbardziej awaryjny ze wszystkich moich rowerów, co jest tym dziwniejsze, że właściwie jest wykorzystywany dokładnie w takich samych warunkach jak hardtail Rose Count Solo. Miałam problemy z wyregulowaniem przerzutki SLX, ze sterami, które zardziewiały już po miesiącu, ze strzelającym zawieszeniem, z urwaniem mocowania manetki sztycy już przy pierwszej poważniejszej glebie (dwa ostatnie problemy zgłaszali również inni nabywcy Spectrala 2020), z samoodkręcającą się tylną osią (zabawne) czy wreszcie z damperem. Damper został naprawiony w ramach gwarancji Foxa, ale fakt pozostaje faktem: Canyon przez ostatnie 12 miesięcy trafiał do serwisu właściwie co 3 tygodnie. Sporo osób dziwiło się, czemu nie pozbyłam się hardtaila po zakupie fulla – gdybym to zrobiła, to właściwie przez pół roku zostałabym tylko i wyłącznie z gravelem. Spectral niedługo chyba dostanie paszport Bikegarażu. Podejrzewam, że ten rower potrzebuje silnej męskiej ręki i może nie umiem o niego zadbać idealnie, a to trochę przemawia za tym, że może lepiej było kupić używanego Canyona (Strive’a lub Spectrala), jak początkowo planowałam. Skusiło mnie jednak posiadanie gwarancji na nowy sprzęt.

Skłonny do zabawy i przyjemny*

Pozostaje zatem ostatnie i najważniejsze pytanie: czy warto było tak długo bronić się przed fullem? Czy moje obawy się sprawdziły i czy nie lepiej było zostać przy hardtailu?

I tak, i nie. Na pewno sprawdziło się podejrzenie, że nie nadaję się na właściciela roweru full suspension – koszty utrzymania Spectrala i jego awaryjność wynikająca po prostu ze skomplikowania konstrukcji to dla mnie spore wady. Przykładowo koszt serwisów w ciągu ubiegłego roku przekroczył 3000 złotych, nie licząc zapasowych części, które dokupiłam osobno. Koszty emocjonalne wynikające z frustracji i niepewności, czy Canyon nie rozkraczy się w połowie urlopu czy wyjazdu, są niepoliczalne.

Z drugiej strony – i może się tego domyślacie – absolutnie uwielbiam ten rower. Gdybym go nie miała, nie odwiedziłabym w zeszłym roku tylu miejscówek ścieżkowych, oficjalnych i dzikich, i nie zrobiła tylu super tripów z chłopakami. I choć do dziś chętnie i pewnie haratam Wolskie Ścieżki na hardtailu, to jednak z Canyonem nie wyobrażam sobie rozstania i doceniam możliwości, jakie daje tylne zawieszenie na zjeździe oraz ile pozwolił mi się rozwinąć i przełamać.

Przez minione 12 miesięcy nie spotkałam też roweru, który bardziej by mi się podobał czy odpowiadał niż Spectral. Mimo jego pecha do licznych kontuzji, to wciąż uważam go za rower perfekcyjnie pasujący do mnie.

Ten wpis ma już i tak full objętość, więc pozostaje mi wyrazić nadzieję, że odpowiada na przynajmniej część pytań o Spectrala, jakie możecie mieć. Jeżeli są kolejne, dajcie znać w komentarzach!

Ćwilin
Babia Góra Trails
Ogólnie nasze początki 🙂

*Nagłówki oznaczone gwiazdkami to określenia pochodzące ze strony Canyona, które uważam za doprawdy urocze!

Tagi:

7 myśli na “Canyon Spectral AL 6.0 2020 – po roku użytkowania”

  1. Hej,

    Koszty serwisu to głównie amory? Potrafiłabyś z grubsza podać ile razy i co było robione z typowo eksploatacyjnych rzeczy ? Serwisowałaś patrząc na ilość godzin spędzonych na rowerze czy km ?

    1. Koszt serwisu amortyzatora to około 400-600 złotych za jeden. Serwisowałam je zerowo oraz po 9 miesiącach od zakupu, wtedy razem z rozbieraniem całego roweru i czyszczeniem każdej śrubki. W ciągu roku wymieniłam łańcuch, regulowałam przerzutkę z kilka razy, zamleczałam opony i dolewałam mleka w serwisie (sama tego nie robię), było smarowane gruntownie zawieszenie, bo gdzieś strzelało, stery, suport, odpowietrzany damper, rozbierana tylna piasta, odpowietrzana sztyca – to są w gruncie rzeczy normalne sprawy, tylko dziwne, że to wszystko (poza normalnym zużyciem łańcucha) trzeba było robić 9-miesięcznemu rowerowi… Jeżdżę ostrożnie, ważę mniej niż 65 kg i raczej nie glebię, więc rower nie powinien mieć dużych obciążeń.

  2. Te bidony obok siebie wyglądają jak rakiety! 😅😁 Ja swoją Intrygę uwielbiam i odpukać, na razie tylko raz ją dałam do serwisu. Naprawa przygniecionej linki od sztycy. Wywinelam orła przez kierownicę na wyboistej trawie i się przygniotła. Tak poza tym to miękko pod dupcią i w ogóle. Jestem mega zadowolona z posiadania tego typu roweru.😎

    1. Myślę, że Intryga jest bardziej zrywna niż Spectral jednak, i muszę powiedzieć, że doceniłam ją bardziej jak pokazały się rowery na rok 2021 – Intryga na tym tle i w swojej cenie była jednak świetną opcją! Aż szkoda, że zniknęła z produkcji w takiej wersji i cenie. Mam nadzieję, że ją w końcu kiedyś zobaczę na żywo – razem z właścicielką oczywiście! 😀

      1. Tak, widziałam że Liv Intrique zniknął z produkcji i urósł do 29er. W takiej nowej wersji nie kupiłabym tego roweru. Mam drugi rower na 29 calowych kołach (hardtail) i jak dla mnie one są idealne do łagodnego i mało wymagającego terenu, natomiast zakup full suspension na kołach 27,5 był bardzo świadomym wyborem. W terenie znacznie pewniej się czuję A co do Twojego Canyona, straszny pech. Mając takie doświadczenie, zdecydowałabyś się ponownie kupować rower z dystrybucji tylko online?

        1. Oczywiście, że tak! Jeśli nie Spectral, jeździłabym na Radonie Slide albo na Rose Root Miller 2021 🙂 Mój hardtail od Rose jest genialną maszyną. Inni użytkownicy Spectrali albo po prostu Canyonów są zadowoleni, myślę, że po prostu to pech albo trafił mi się słabszy egzemplarz. Na razie nie zraża mnie to do firm wysyłkowych.

  3. Super tekst. Spectral jest moim drugim fullem Canyona po Neuronie, którego nadal używam choć już częściej do przejażdżek bardziej krajoznawczego xc. Spectral natomiast otworzył mi nowe, trudniejsze tereny i pozwala na zrównoważony progres w kierunku endurfin 😉 więcej będę o nim wiedział pod koniec sezonu bo ujeżdżam raptem od grudnia ale już się kochamy. Na razie amory przegląd „0” i (tfu, tfu) żadnych innych wydatków ni regulacji serwisowych. Czyszczę, smaruje, wyciskam frajdę up & down, której wszystkim użytkownikom rownież życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *