Dukielska Wyrypa 2021 – relacja

Wyrypa – niemal stuletnie już słowo, wywodzące się ze środowiska narciarzy tatrzańskich, pierwszych eksploratorów uroków zimy w Tatrach (dziś pewnie nazwalibyśmy ich skiturowcami). Oznaczało niełatwą, długą, czasem wielodniową wyprawę, gdzie należało być samowystarczalnym i wykazać się doskonałą tężyzną fizyczną, by móc przetrwać bez wsparcia i turystycznej infrastruktury, która wówczas jeszcze nie istniała powszechnie. Słowo szybko stało się określeniem ogólnie obejmującym każdą trudną i ciężką górską wyprawę, czy to pieszą, czy wspinaczkową, odbywającą się w oddalonym cywilizacji terenie i wymagającą kondycyjnie.

Portal Tatrzański pisze:

Wyrypa. Tajemnicze słowo. Kojarzy się z wyczerpaniem, stanem osiągnięcia kresu sił, ale też z przygodą, autentycznym, nie w pełni kontrolowanym przeżyciem. Termin ten oznacza wyjście w góry charakteryzujące się stromymi, długimi, wymagającymi podejściami, nieprzerwanym marszem przez kilkanaście godzin, a nawet kilka dni. To kwintesencja wędrówki górskiej. Długa, mozolna i wyczerpująca, dająca za to dużo satysfakcji.

Innymi słowy: „wyrypa” to wycieczka dla prawdziwych górskich twardzieli.

Wiecie, że ja się nie ścigam. To nie jest decyzja – to jest, kurde, styl życia! Więc zapisanie się na Dukielską Wyrypę, moje pierwsze w ogóle zawody rowerowe i to od razu enduro, to była dalece spontaniczna i figlarna decyzja. Czy żałuję? Czy mi się nie podobało? TL;DR: wprost przeciwnie!!!

Wypych
I zjazd!

Dukielska Wyrypa – Beskid Niski w najlepszym wydaniu

Zawody enduro Dukielska Wyrypa zadebiutowały w zeszłym, trudnym roku 2020, jako jedna z dwóch zaledwie imprez enduro, które udało się zrealizować w oku pandemii. Każdy jednak, kto zdecydował się zaryzykować i dać szansę stowarzyszeniu Enduro MTB Podkarpacie, wrócił z Dukli zmaltretowany i absolutnie zachwycony! Legendy o imprezie szybko rozeszły się w środowisku i wiele osób już wiosną postanowiło dać się zmaltretować słynnym beskidoniskim szlakom. Początkowo obawiałam się, że nie dam sobie rady, ale ostatecznie i ja zapisałam się za 129 zł na tę tajemniczą przygodę.

Szczęśliwy uczestnik Wyrypy – Canyon
Szczęśliwy uczestnik Wyrypy – że ja

Warto może wspomnieć parę słów o lokalizacji. Enduro MTB Podkarpacie wzięło na siebie trudne zadanie przekonania rajderów do Beskidu Niskiego, terenu słabo kojarzącego się z enduro. Beskid Niski w powszechnym wyobrażeniu to tajemnicza biała plama pomiędzy sympatycznym i błyszczącym na rowerowej mapie kraju Beskidem Sądeckim, a pseudodzikimi Bieszczadami, które wciąż kojarzą się z romantyczną ucieczką od cywilizacji, choć wcale nią już nie są. Jeśli mielibyście szukać spokoju i naprawdę dzikich miejsc, to swoją uwagę należy skierować właśnie na Beskid Niski, gdzie jeszcze otrzecie się o takie atrakcje jak brak oferty gastronomicznej, skromną i rzadko rozsianą ofertę noclegową i nieco zaniedbaną infrastrukturę turystyczną, taką jak dźwigające się z ruin Schronisko na Magurze Małastowskiej i kompletnie nieprzyjazna (zwłaszcza kobietom) bacówka w Bartnem.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zajrzyjcie do wpisów przedstawiających moją 4-dniową ekskursję przez Niski na hardtailu w 2019.

Trasa i lokalizacja imprezy

Bazą imprezy, jak sama nazwa wskazuje, jest Dukla – niewielka podkarpacka, a historycznie: małopolska miejscowość, z 2000 mieszkańców, małym i pustym rynkiem i sąsiedztwem wielkiej i groźnej góry Cergowej. Odwiedziłam ją już kilkakrotnie podczas moich pieszych i rowerowych włóczęg, a rozsławił ją na całą Polskę Andrzej Stasiuk, osadzając tu akcję swoich powieści oraz filmu „Wino truskawkowe” powstałego na ich podstawie. Miasteczko przecina też ruchliwa droga do przejścia granicznego ze Słowacją w Barwinku. Podziwiam każdego, kto dojechał na Wyrypę z Dolnego Śląska lub dalej, bo nawet z Krakowa to wydaje się być koniec cywilizowanego świata. Ale byli i tacy!

Pustelnia św. Jana z Dukli
Influenserzy na ściance! Zadanie: policz influenserów.

Biuro zawodów i miejsce startu znalazło się w dukielskim Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji, bo władze czynnie zaangażowały się we wsparcie zawodów. Pakiety startowe można było odbierać już w piątek, start zaplanowano na 9:00 w sobotę 4 września.

Na trasie czekały na nas 3 odcinki specjalne – zjazdowe, z pomiarem czasu, oraz konieczność zaliczenia 5 punktów kontrolnych, gdzie ekipa Wyrypy zaznaczała nam na numerze startowym obecność. Łącznie czekało uczestników 37 km po okolicznych górach i około 1700 m w pionie. Trasa zawodów została ujawniona dopiero w sobotę rano, w momencie, kiedy zawodnicy otrzymali do rąk elegancko zalaminowane mapki trasy (tzw. formuła on-sight). Do końcowej kwalifikacji liczył się tylko czas przejazdu odcinków specjalnych, nie czas spędzony na podjazdach i podejściach.

Przybijanie wzorków na punkcie kontrolnym 2
Punkt kontrolny nr 3

3 odcinki specjalne oznaczały właściwie 3 szczyty do zdobycia. Choć nie było to wymogiem regulaminu, trasę opłacało się pokonywać tylko w jednym kierunku, od OS 1 do OS 3 i od pierwszego punktu kontrolnego do piątego. Na około 17. kilometrze zorganizowano bardzo przyjemny bufet, ale czego w tych wszystkich liczbach jeszcze nie ujęłam, to… wysiłku. By zmieścić się w limicie czasowym, czyli najpóźniej o 16:30 wjechać na ostatni odcinek specjalny, należało od startu trzymać naprawdę żwawe tempo. Finisherom objechanie wszystkich punktów i OSów zajeło około 8 godzin!

Kibicowanie na OS 1
I start OS 1

OSy zostały umiejscowione na zboczach trzech wzniesień: Kielanowskiej Góry (558 m n.p.m.), Piotrusia (727 m n.p.m.) i najsłyniejszej – Cergowej (716 m n.p.m). Dodatkowo trzeba było przejechać i zaliczyć punkty kontrolne na grzbiecie Czerteża (649 m) i Dziurdzia (585 m). Jeśli te wartości wydają Wam się skromne, to ich wysokość nic nie mówi o poziomie trudności! Trasa Wyrypy była najbardziej wypychową wycieczką, w jakiej brałam udział! Los zafundował nam jeszcze jedną atrakcję, której właściwie w Beskidzie Niskim można było się spodziewać, ale co do której każdy się łudził, że się nie wydarzy. Padający cięgiem przez 2 tygodnie przed imprezą deszcz zamienił beskidzkie szlaki w strumienie błota, a kiedy to błoto ubiło blisko 170 par kół i nóg… Trasa Wyrypy stała się jednym wielkim zbiornikiem gęstego jak utarte masło bagna. Pyszności!!!

Dukielska Wyrypa – relacja z trasy

Mimo, że na drodze do Dukielskiej Wyrypy stanęło mi wszystko: stan zdrowia, COVID 19, Zadar, opóźniony lot, brak dojazdu i brak snu – w sobotę rano 4 września stawiłam się z Canyonem w Dukli. Odebrałam odebrany przez Maćka pakiet startowy, na ostatnią chwilę przymocowałam numer startowy do roweru i już rzuciłam się w wir dokumentacji. Nagrałam uroczysty start zawodników, odbywający się w takt wesołych riffów Blur Song 2 i jako ostatnia, z pakietem w siatce przewieszonym przez kierownicę i z uśmiechem od ucha do ucha, przekroczyłam linię startu w MOSiRze. Zawodnicy nie zdążyli mi uciec – pierwszy, całkiem srogi podjazd po betonowych płytach odbył się w zwartej kolumnie wszystkich prawie 170 zdyszanych rajderów i dopiero po nim nieco się rozluźniło.

Początek Wyrypy już dał przedsmak tego, jak to będzie wyglądać
Poziom podjeżdżalności podjazdów – znikomy

Niestety już pierwszy podjazd zweryfikował, że w moim wieku spanie tylko 2 godziny, brak śniadania i stres nie sprzyjają wyścigom, więc szybko pożegnałam się z jakimikolwiek ambicjami co do wyniku. Kiedy żeglując przez morze błota dogoniłam stawkę, wszyscy czekali w kolejce do startu pierwszego OSa, co trwało naprawdę długo. Mnie się nie nudziło, bo natychmiast rozpoczęłam tradycyjne darcie się przy taśmach w naprędce skrzykniętej ekipie kibiców, ale fakt jest faktem: kto został na końcu kolejki do pierwszego OSa, mocno zredukował swoje szanse na ukończenie zawodów o czasie. To nauczka na przyszłość, a może sugestia dla organizatorów, by lepiej przemyśleć limit czasowy w stosunku do liczby zapisanych zawodników.

Uświadomiłam sobie w końcu, że nie jestem tylko kibicem, ale i ja mam wjechać między taśmy! Pierwszy OS (ok 1,3 km), jechany na szarym końcu stawki, był już kompletnie wyślizgany i rozjechany, więc praskało mnie po ziemi raz za razem, a w obliczu moich niedostatków skilla – przepuszczałam wszystkich zawodników 🙂 Tutaj chyba muszę się nauczyć większej asertywności i wzbudzić w sobie wolę walki! Mimo żenującego wyniku, udało się zjechać na dół bez uszkodzeń i dogonić grupkę znajomych przed wypychem na Czerteż.

Co to był za wypych! Nikt chyba się nie spodziewał drogi krzyżowej, która zawiodła nas do Pustelni Św. Jana z Dukli. W połączeniu ze strumieniami błota, nachylenie terenu właściwie pozbawiło nas wszystkich rozumu i godności, a ostatnia ścianka przed skrzyżowaniem z zielonym szlakiem przyprawiała już tylko o paroksyzmy obłąkańczego śmiechu. Ale tutaj też zaznaczył się ważny aspekt zawodów: doskonałe towarzystwo innych uczestników znacząco słodziło trudy trasy.

Ponieważ się nie ścigam, to miałam czas na widoki
Świetny fragment – zielony szlak przez Dziurdź

Potem czekał nas przeciekawy i przyjemny przejazd zielonym szlakiem w postaci leśnego singla, a potem kawałek asfaltu aż do Stasian, gdzie na polu namiotowym rozłożono bufet. Organizatorzy zapewnili naprawdę wszystko, czego potrzeba rajderom, no może poza trytytkami i plastrami, ale to zapewniłam ja, jeżeli mieliście szczęście zastać mnie w bufecie. A to nie było takie trudne: dręczona bólem brzucha, prawie 1,5 godziny rozważałam rezygnację już na tym kilometrze. Ostatecznie jednak, skuszona faktem, że nigdy nie byłam na Piotrusiu, namówiłam trzy inne bliskie rezygnacji osoby i świadomi DNFa („did not finish”), i tak ruszyliśmy na spotkanie z OS 2.

Bufet wypasiony!
I całkiem przystojny wypych na Piotrusia

I to była wspaniała decyzja! Najpierw zmierzyliśmy się z solidnym, ale wykonalnym wypychem ścieżką przyrodniczą na szczyt Piotrusia, gdzie zaczynał się OS 2. Pogoda była piękna, góra była piękna, a ekipa Wyrypy przekazywała sobie wieść, że jeszcze nasza czwórka nadciąga na OSa. OS 2 (ok. 2,4 km) był szalenie ciekawym graniowym szlakiem, bardzo techniczny, z masą kamieni, jedną poważną ścianką i końcowym szybkim odcinkiem do mety. Wszystkim się podobał! Za naszą czwórką podążął już zamykający trasę, a my wróciliśmy już potem do Dukli asfaltem z Zawadki Rymanowskiej.

Szczyt Piotrusia
Na zdjęciu ścianka na OS 2 oczywiście wydaje się niegroźna…

Co ominęliśmy, to podejście żółtym szlakiem na Cergową z Zawadki, a potem OS 3 zbiegający wzdłuż czerwonego szlaku do miejscowości Doły. Z relacji innych zawodników wiem, że trzeci OS (ok. 2,7 km) był najtrudniejszy, wiodący do niego wypych całkiem potężny, a czas, który zawodnicy na niego mieli, skurczony znacząco! Gratuluję zwłaszcza tym, którzy około 13:00 w bufecie podjęli decyzję o próbie finishowania i udało się im to! By stawić się na starcie OSa 3 przed jego zamknięciem, należało pokonać Piotrusia i Cergową w naprawdę mocnym tempie.

Wszyscy spotkaliśmy się z powrotem w MOSiRze w Dukli, gdzie około 18:00 zaczęła się uroczysta dekoracja zawodników w trzech kategoriach, dodatkowo podzielonych na kobiety i mężczyzn: hardtail, e-bike i full suspension. Każdy, kto ukończył zawody, czyli zaliczył wszystkie OSy i punkty kontrolne, brał udział w losowaniu licznych drobnych nagród od sponsorów. Poza tym na mecie czekał nas posiłek regeneracyjny w cenie pakietu, możliwość umycia siebie i rowerów oraz regionalne piwko, co stanowiło nie lada przyjemność dla spragnionych… spragnionych rywalizacji oczywiście, uczestników. Wieczorem w Browarze Dukla odbyło się jeszcze całkiem tłoczne afterparty – na którym, oczywiście, zostałam do samego końca 🙂

Zwyciezcom gratulujemy!
Drużyna Koła Południa

Dukielska Wyrypa – czy warto?

Głupie pytanie! Mimo, że nie ukończyłam zawodów (zaliczyłam 2 OSy i 4 punkty kontrolne w limicie czasowym), to jestem absolutnie zachwycona. Chyba by mnie skręciło, gdyby znajomi pojechali do Dukli beze mnie. Mimo błota, dzień uraczył nas przepiękną pogodą i słońcem, a atmosfera panująca na trasie była doskonała. Nawet jeżeli tak jak ja nie liczycie na żaden wynik, to bez wątpienia warto przyjechać do Dukli towarzysko, zmierzyć się z trasą, poznać bliżej Beskid Niski i pobawić się z ponad setką rajderów enduro z całej Polski. Nie dotarła do mnie żadna negatywna opinia o zawodach!

Ściąga do przyklejenia na rower
Afterparty w Browarze Dukla

Organizacyjnie, jak na tak młodą imprezę, było naprawdę w porządku. Przesympatyczna ekipa Enduro MTB Podkarpacie wraz ze wsparciem lokalnych instytucji stworzyli szalenie udaną imprezę, która powinna na stałe wejść do kalendarza polskich imprez enduro. Reklamowana jako wycieczka z elementami zawodów, Dukielska Wyrypa w tym roku przyciągnęła naprawdę sprawnych zawodników i pewnie jej sława jeszcze się rozniesie. Brawa też dla Tomasza Dziubana za towarzyszący Wyrypie cykl wywiadów „Dziubek Bike Show” na Youtube, który bardzo skutecznie promował wydarzenie, a sam w sobie jest po prostu świetnymi rozmowami z rajderami enduro w Polsce.

Na pewno pojawię się w Dukli w przyszłym roku – i w ogóle nie obiecuję, że w przyszłym roku te zawody ukończę!

Na koniec zobaczcie wideo Maćka z Koła Południa z pełną relacją z Wyrypy:

Trasa przejechana przeze mnie – dwa OSy i powrót asfaltem z Zawadki Rymanowskiej:

Dziękuję moim towarzyszom w drodze! Szczególnie pozdrawiam Monikę Mony Rides i Kamila Brefsky’ego, którzy nie tylko przemierzyli pół Polski, by wystartować, ale też zaopiekowali się Canyonem w drodze na nocleg oraz moją współlokatorkę Lajlę 🙂 Dzięki, ekipa!

2 myśli na “Dukielska Wyrypa 2021 – relacja”

  1. Ziber, Enduro Mtb Podkarpacie

    Dzięki za dobre słowo, a i wszystkie sugestie weźmiemy sobie do serca 🙂 Musze tylko sprostować że os1 leciał z Kielanowskiej, na Chyrową może zaprosimy w jednej z następnych edycji 😉 5!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *