Lechnica Singletrails i Cyklostopy, czyli słowackie ścieżki

Słucham szalejącej za oknem burzy i dla pocieszenia wracam myślami do ubiegłego weekendu, na który zaplanowaliśmy dwie wycieczki za naszą południową granicę. Miejsca, które odwiedziliśmy w sobotę i w niedzielę, sąsiadują ze sobą i śmiało możecie je zaplanować razem. A z całego serca polecam je odwiedzić!

Lechnica Singletrails w Lechnicy k. Czerwonego Klasztoru

W sobotę spotkaliśmy się z osobami, które wsparły zrzutkę „Narodowa Ściepa na MTB Festiwal” w listopadzie i w ramach gratyfikacji wykupiły wycieczkę z Kołem Południa i ze mną. W planie mieliśmy romantyczną wycieczkę przez góry do Lechnicy, gdzie znajduje się niewielkie, ale ogromnie przeze mnie umiłowane centrum ścieżek.

Ułatwiliśmy sobie nieco start, wjeżdżając na grzbiet Małych Pienin wyciągiem na Palenicę w Szczawnicy (cena 15 zł za osobę + 5 zł za rower). Na stoku powstaje obecnie bike park, zatem krzesła zostały wyposażone w haki rowerowe. Sami wieszacie rower na jednym krześle, po czym szybko siadacie na krzesło poprzedzające Wasz rower i zdejmujecie go u góry. Podobno na dziś jest zaplanowana premiera pierwszej trasy!

Przy górnej stacji wyciągu – podziwiając Trzy Korony
Jest Koło Południa, są podjazdy!

Tutaj Maciek zafundował już uczestnikom wstęp krajoznawczy, a potem ruszyliśmy. Pięknym szlakiem rowerowym wiodącym wzdłuż grzbietu, wypatrując nieśmiało odsłaniających się Tatr na horyzoncie, dotarliśmy do mojego ukochanego Wysokiego Wierchu – to przepiękne miejsce, nawet jeśli od zeszłego roku zeszpecone ławkami i tablicami z panoramą…

Na szczycie Wysokiego Wierchu
Ta piramida w oddali to najwyższy szczyt polskich Pienin – Wysoka

Chcieliśmy pokazać uczestnikom urok pienińskich łąk, które tak uwielbiamy! Zjazd na przełęcz pod Tokarnią obfitował w zachwyty – nawet mimo pochmurnej pogody falujące, soczyste łąki i widok na Trzy Korony na żywo robiły niesamowite wrażenie. Dalej udaliśmy się asfaltem do Czerwonego Klasztoru, gdzie zaplanowaliśmy przerwę na obiad. Przy okazji ogarnęliśmy drobne naprawy i przeczekaliśmy nieco krótką falę deszczyku.

Tam z przodu powinny być Tatry 🙂
Trzy Korony
Jagoda dokumentuje
To zdjęcie nie jest ostre, bo zrobił nam je nieznany Słowak, który koniecznie chciał nam zrobić zdjęcie! Moim telefonem.

Łąki zrosiło czarownie, więc już nie mogłam się doczekać singli! W sąsiedniej Lechnicy, maleńkiej wiosce, wójt postanowił stworzyć miejsce dla rowerzystów o nazwie Lechnica Singletrails, angażując do pomocy… po prostu mieszkańców wioski! Powstały w ten sposób dwie trasy typu singletrack (wąskie, jednokierunkowe i wijące się po zboczach), prowadzące przez obłędne pastwiska z widokiem na Trzy Korony i Tatry. W linii prostej to zaledwie parę kilometrów od polskiej granicy! Możecie tu dojechać górami, Drogą Pienińską przebiegającą ze Szczawnicy przez przełom Dunajca, albo po prostu przejść przez most w Sromowcach Niżnych na słowacką stronę.

Tablica informacyjna przy wjeździe
Właściwy początek tras

Obecnie w Lechnicy znajdziecie już trzy single: Spica, Griftof oraz najtrudniejszy, endurowy Gvizd. Spica znakowana jest kolorem niebieskim, jest krótsza od Griftofa i podjazd na nią też jest mniej wymagający, a przebiega przez okrąglutki grzbiet i wyposażona jest w dolnej części w parę drewnianych stolików. Griftof jest lokalną gwiazdą: trasa wiedzie najpierw świetną serpentyną na szczyt wzniesienia, a potem fajnym zjazdem przez las i wreszcie wyprowadza na genialne widokowo łąki. Na trasie znajdziecie kilka małych wybić, ale zarówno Griftof, jak i Spica są raczej łatwe. Gvizd, który powstał niedawno, jest znacznie trudniejszy i stromy, ale tym razem nie mieliśmy szans się z nim zapoznać – przy takiej pogodzie na pewno byłby totalnie rozmoczony.

Trasa Griftof
Griftof i Trzy Korony

Co mnie urzeka w Lechnica Singletrails poza widokami, to fakt, że w tej miejscówce nie znajdziecie wyciągu ani budek z piwem. Jest cicho, dzwonią dzwonki krów i macie czas na zachwycanie się lasem czy zbieranie poziomek. Takie miejscówki wolę o wiele bardziej, niż tłoczne, wypełnione dodaktowymi atrakcjami wielkie centra jak Enduro Trails.

Po zjeździe Griftofem przejechaliśmy Drogą Pienińską do Leśnicy (tak, niedaleko siebie są miejscowości Lechnica i Leśnica) i tam przez Przełęcz Orlicką wróciliśmy do Szczawnicy, gdzie grupowo jeszcze wykąpaliśmy rowery na myjni, bo nieco zmieniły kolory ram…

Mam nadzieję, że cudownej ekipie podobał się ten może pogodowo niełatwy, ale widokowo obfity dzień w Pieninach!

Trzy Korony, Sokolica i ja!

Cyklostopy w Starej Lubowli

W niedzielę natomiast razem z Maćkiem wyruszyłam ponownie za słowacką granicę, tym razem do Starej Lubowli (Lubovni), by objechać inną ścieżkową miejscówkę: Cyklostopy w okolicy lubowelskiego zamku. Zamek góruje nad kilkunastotysięcznym miastem, otoczonym przez pasma Magury Spiskiej, Gór Lubowelskich i Lewockich – które zresztą chciałabym w przyszłości poznać bliżej. Chcąc dotrzeć na ścieżki, mijamy nie tylko zamek, ale muzeum historyczne, wystawę militariów, regionalną karczmę oraz oczywiście parking, przy którym znajdziecie malutką kawiarenkę, jeśli chcielibyście napić się Kofoli w trakcie jeżdżenia lub wciągnąć naprędce hranolky a tatarskou omáčkou (czyli frytki z sosem tatarskim, mniam!).

Zamek jak z bajki i czarownica z innej bajki… Ups!

Czego nie wymieniłam powyżej, to ponownie – brak tu wyciągu i innych dodatkowych ułatwień dla rowerzystów. Na ścieżki musicie podjechać samodzielnie (jakieś 40 min od zamku), a znajdują sie one na zboczach Oślego Wierchu (859 m n.p.m.) przynależnego do pasma Gór Lubowelskich. Maciek zaprowadził mnie najpierw właśnie na wierch, by podziwiać piękną panoramę Pasma Jaworzyny Krynickiej z Łomnicą i Wierchomlą poniżej. Na szczycie rozciąga się rozkoszna, soczysta łąka, która aż prosiła się o brodzenie w niej powyżej kolan.

Na Oślim Wierchu – czy Wy widzicie tę łąkę?!
Koncówka podjazdu
Na Jeleniej Stopie

Cyklostopy wzięły swoją nazwę z inspiracji leśnymi zwierzętami – możecie zatem podążyć śladem wilka, jelenia, rysia, borsuka, sarny, niedźwiedzia, dzika i lisa, łącznie około 12 km singli. A jeśli ten pomysł wydaje Wam się nieco infantylny, to od razu mówię, że ścieżki są całkowicie poważne! Dobrze wyprofilowane, o utwardzonej lub naturalnej nawierzchni (na szczęście żadnego żwiru!), nadają się dla początkujących plus i średniozaawansowanych, ale i zaawansowani przy większej prędkości będą się na nich świetnie bawić. Znajdą się tu bandy i stoliki, wybicia, progi i dropy, a wszystko okraszone masą flow.

Do wyboru macie kilka głównych linii i ich wariantów:

  • Sarnia Stopa (1,7 km) – płynna i skoczna, najłatwiejsza w kompleksie;
  • Lisia Stopa (1,2 km) – najbardziej stroma i najeżona kamieniami, ze ścianeczką na koniec;
  • Jelenia Stopa (2,4 km) – wyróżnia się dużą dawką podjeżdzania w trakcie, ale jej zjazdowa część jest zdecydowanie warta wysiłku; z jej końca można podjechać drogą leśną od razu na start Wilczej;
  • Wilcza Stopa (3 km) – najtrudniejsza trasa według informacji przy starcie ścieżek, ale jej główna część jest raczej po prostu kręta, a niekoniecznie taka trudna. Natomiast przed końcem znajdziecie skrzyżowanie z czterema trasami, które już są trudne i to alternatywne zakończenia Wilczej, są to:
  • Rysia Stopa (0,5 km) – stroma i kręta, ale gładka, trudność polega jedynie na zmieszczeniu się w zakrętach;
  • Niedźwiedzia (0,3-0,6 km) – nie taka stroma, ale wyposażona w spore wybicia i dropy – uwaga, lądowania mogą być nierówne; kończy się najbliżej parkingu;
  • Dzicza Stopa (0,4 km) – chyba najtrudniejsza ze względu na nastromienie i ciasność zakrętów – wygląda też na najrzadziej jeżdżoną ;);
  • Borsucza Stopa (0,7 km) – łącznik między ścieżkami, pozwala na przejechanie z Sarniej do skrzyżowania z alternatywnymi zakończeniami Wilczej. Uwaga, dwukierunkowa!

W nauce słowackich nazw tych zwierząt skutecznie pomogą Wam ich fajnie zaprojektowane wizerunki – w ogóle wszystkie szlakowskazy i logo ścieżek są świetne!

Ponieważ była niedziela, wycieczkę właściwą zrealizowaliśmy dzień wcześniej, a do tego słońce grzało bez litości, to przyjęliśmy z Maćkiem strategię jazdy na chillu i mieliśmy czas na wszystko: Kofolę, sesje zdjęciowe, mój zjazd tyrolką, eksplorację nowych alternatywnych linii w krzakach, zagadywanie spotkanego z rodziną Mariusza Bryi i filmowanie czołgów. Trzy podjazdy na start ścieżek dały zresztą prawie kilometr w pionie i pozwoliły zdecydowanie dobrze wykorzystać dzień!

Lechnica Singletrails i Cyklostopy – idealnie żbicze miejscówki!

Lechnicę odwiedziałam już po raz drugi, znając już jej urok, natomiast pierwszy pobyt na Cyklostopach również sprawił, że pokochałam to miejsce od pierwszego wejrzenia! To po prostu bardzo dobrze utrzymane single w lesie, dzieki czemu pozwalające na rozkoszowanie się w pełni słowacką przyrodą i widokami. Są stosunkowo nietrudne, więc świetnie nadadzą się, jeżeli dopiero zaczynacie swoją przygodę z kolarstwem górskim (spokojnie można na nie przyjechać z hardtailem), a jeśli jeździcie dłużej, to możecie zaplanować tutaj bardziej nastawiony na zabawę i relaks weekend. Sama Lechnica z Czerwonym Klasztorem, jak i Lubowla z zamkiem to piękne miejsca na parodniowy wypad, a w połączeniu z masą szlaków pieszych i rowerowych w okolicznych górach stanowić pomysł na całkiem porządny rowerowy urlop. Obie miejscowości leżą tuż za polską granicą, więc warto tu wpaść, póki nie ma jeszcze tłumów rajderów!

Zobacz też:

Oficjalny fanpage Lechnica Singletrails

Oficjalny fanpage Cyklostopów w Starej Lubowli

Bonus track – Lechnica SIngletrails w październiku 2019 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *