Orawa gravelem, czyli wokół Szlaku Wokół Tatr na bis

Zanim odświeżyłam wygląd tego bloga, niestety rzadko pisałam dłuższe teksty o swoich wyprawach, trzymając wszystkie zdjęcia i relacje po prostu na Instagramie. To kiepskie wyjście – relacje znikają po 24 godzinach (a ja nawet ich nie zapisuję w wyróżnionych!), właściwie tylko oglądający na bieżąco wiedzą, dokąd podróżuję, a przede wszystkim bardzo trudno jest wówczas odtworzyć moje trasy i pomysły, jeśli kogoś zainspirowałam.

Nie wiem, czy wiecie jednak, ile czasu zajmuje sporządzenie takiego wpisu na bloga – tekst plus obróbka zdjęć to najczęściej zajęte parę wieczorów w tygodniu. A ja co weekend jadę gdzieś indziej! Blog to jednak najbezpieczniejsze i najwygodniejsze narzedzie do archiwizowania wypraw, postaram się go zatem uzupełnić o parę szczególnie ciekawych wyjazdów z lat 2019 i 2020. Zaczynamy od jednodniowej wycieczki na Słowację z sierpnia 2020.

Widok na Tatry – z MORu po słowackiej stronie

Szlak Wokół Tatr – kolejny rekonesans

Chciałabym kiedyś, pewnie jak wiele z Was, objechać Tatry dookoła jednym cięgiem. To w najkrótszej wersji nieco ponad 200 km i 3000 metrów w górę. Gdybym chciała odwiedzić Dolny Kubin, przez który przejeżdżałam w czasie mojego tegorocznego, sierpniowego słowackiego weekendu (był też weekend lipcowy!), droga jeszcze by się wydłużyła. W 2020 roku nie trafił mi się jednak weekend, który chciałabym w całości poświęcić na objazd Tatr, zdecydowałam się zatem na dwa pojedyncze dni z rekonesansem trasy Szlaku Wokół Tatr najpierw od wschodu, a pod koniec wakacji – od zachodniej strony.

Postanowiłam odwiedzić okolice, które akurat znałam już z pieszego wypadu na Rohacze, bo tamtejsze drogi oglądane z okien samochodu totalnie podbiły moje serce. Dodatkowo miałam w planie obejrzeć, jak kształtuje się Szlak Wokół Tatr tuż za naszą granicą, w stronę Trzciany.

Jeden z wielu kolejowych mostków na SWT
Stacja Podczerwone – jeszcze bez kawiarni

Nowy Targ – start

Jeśli mnie obserwujecie dłużej, to na pewno już to wiecie: od kilku lat pociągi do Zakopanego jeżdżą tylko w wakacje, a remont torowiska potrwa jeszcze do 2023 roku. W związku z tym co roku w lecie staram się wykorzystać dostępność połączeń i wpaść do Zakopanego lub Nowego Targu przynajmniej raz.

Po wyjechaniu ze stacji skręcam po kilkuset metrach na ul. Ludźmierskiej między bloki i wjeżdżam na spokojny odcinek prowadzący przez las – Bór na Czerwonem. Szlak Wokół Tatr wkrótce przyjmie formę betonowej ścieżki i tak będzie mnie prowadził aż na Słowację, gdzie przed miejscowością Liesek skręcę w lewo na Vitanovą.

W MORze z widokiem
Drewniany mostek kolejowy

Tymczasem poznaję nową stronę Szlaku Wokół Tatr – przejeżdżam przez charakterystyczne mosty za Nowym Targiem, przemierzam pod wiatr fragment poprowadzony wzdłuż drogi nr 957 (na szczęście SWT biegnie osobnym pasem dla rowerów, oddzielony od aut trawnikiem). Kusi mnie odbicie na szlak „Rowerem po Podhalu – Ludźmierz – Obidowa” w prawo, ale nie tym razem. Kiedyś na pewno sprawdzę i ten szlak! Jadę na Podczerwone, gdzie zatrzymuję się na stacji na krótką sesję roweru z budynkiem stacyjnym. Już wtedy pomyślałam, że idealnie pasowałaby tu kawiarnia i proszę: parę miesięcy później udało się wynająć budynek od kolei i uruchomić „Stację Podczerwone”! Sprawdziłam ją w 2021 i polecam.

Szutrowa droga do Vitanowej – widać, jak wiało!
MOR przed Oravicami

Dalej juz szybko przekraczamy granicę ze Słowację i zaczyna się moim zdaniem jeden z najpiękniejszych fragmentów Szlaku Wokół Tatr po stronie zachodniej. Przejazd przez piękne drewniane mostki – w końcu cały czas poruszamy się trasą dawnej linii kolejowej – widok na Tatry i na Babią Górę. Wokół granicy mija się sporo rowerzystów, im dalej na Słowację, tym ruch się uspokaja.

Ja tymczasem staram się nie przegapić odbicia na Vitanovą, które sobie wyznaczyłam na Mapach.cz – w końcu jest, droga polna prosto na południe, ku ścianie Tatr. Wiatr tego dnia jest mocarny, z trudem przebijam się do wsi między ładnymi polami. W Vitanovej szybko skręcam w lewo, wjeżdżając w drogę wzdłuż pasma Magury Witowskiej i Tatr Zachodnich.

Ruch samochodowy jest tutaj ciut mniejszy, poruszam się zatem w miarę sprawnie, oglądając góry. Jadę wzdłuż szlaku Oravska Cyklomagistrala, który wcześniej i później również wykorzystywałam do jeżdżenia w okolicy Tatr. Szlak biegnie tutaj wzdłuż potoku Oravica i przebiega przez miejscowość o tej samej nazwie – znajdują się w niej baseny i wyciągi narciarskie, więc i tego jednego z ostatnich dni wakacji mogłam tam spotkać całkiem sporo turystów spragnionych kąpieli.

Urokliwy przystanek przed Habovką
Droga z widokiem

Dalej kierowałam się na Zuberec i Habovkę. W Zuberecu byłam także dwa razy przy okazji wędrówek po Tatrach Zachodnich: jednodniowej wędrówki na Brestovą i dwudniowego wypadu na Rohacze i grań słowackich Tatr Zachodnich. Tym razem omijam samo miasteczko, jadąc wprost do Habovki i dalej, w stronę miejscowości Oravsky Biely Potok.

Moją uwagę na szosie między polami przyciąga ceglana budowla – parę tygodni wcześniej mijaliśmy ją samochodzem i zastanawialiśmy się, co to jest. To, co z daleka wygląda jak ruiny kościoła, kiedy zajeżdżam okazuje się Franciszkową Hutą. Sporo osób zatrzymuje się i zagląda między przebite wielkimi oknami mury, tego dnia ma też tam miejsce jakiś zjazd samochodziarzy, więc po sesji Eskera szybko się ewakuuję. Nie ujeżdżam daleko, kiedy nagle na poboczu pojawia się wycelowana we mnie lufa czołgu. Rozumiem, że można nie lubić rowerzystów, ale żeby aż tak?!

Jak na hutę, to bardzo ładna!
Dziedzictwo kultury technicznej

Czołg okazuje się kolejną atrakcją turystyczną, ale zdjęcie robię w biegu i znikam, bo właściciel czołgu wydaje się pobierać opłaty za fotografowanie się z maszyną. Wjeżdżam do miejscowości Podbiel, słynącej z zabytkowej drewnianej zabudowy, ale zupełnie z boku i nie mam pojęcia, że kawałek dalej zaczyna się śliczna architektura. Na moście szybko zauważam zjazd na ścieżkę wzdłuż rzeki Orawa i bez wahania na nią zjeżdżam!

Czołg, normalna sprawa.
Wzdłuż Orawy

Nie planowałam tego – naprawdę sporo rzeczy w moicj podróżach odkrywam przypadkiem – ale ścieżka nad Orawą to odkrycie naprawdę cenne. Szutrem i asfaltową ścieżką rowerową szybko przemierzam kilometry, podziwiając blokowiska Twardoszyna, jak i ciesząc się wąskim żwirkowym singlem tuż nad taflą wody!

Blokowiska, ale miło położone
Fragment tuż nad taflą wody
Singletrack nad Oravou – wymyśliłam tę nazwę

Ścieżka rowerowa nad Orawą podbiła moje serce, ale to był jeszcze nie koniec atrakcji. W Twardoszynie, by nie wjeżdżać na ruchliwą drogę nr 59, postanawiam odbić w stronę Namestova. Przedzieram się przez peryferyjne blokowiska, podziwiam z zachwytem płynącą po mojej prawej ręce Orawę i podglądam, jak ludzie żyją na Słowacji. Na przykład – jakie mają sprytne składane garaże.

Garaże wygrywają.
Są też inni rowerzyści i inne bloki

Przejeżdżam przez Szczepanów nad Orawą i docieram w końcu do Jeziora Orawskiego, ale porzucam myśl o odwiedzeniu Namestova – zawracam ku Polsce. Dojeżdżam do Trsteny (Trzciany) i popasam w Hotelu Rohac na rynku, z obowiązkową Kofolą.

Widok z drogi powrotnej na Jezioro Orawskie i Babią Górę po prawej
Trstena (Trzciana)
Dom kultury i kulturalny rower

Potem trochę błądzę w miasteczku, z powodu remontu i zamknięcia dróg nie mogąc odnaleźć wjazdu na Szlak Wokół Tatr i już spokojnie, za to w pełnym zachwycie nad krajobrazem, asfaltową ścieżką rowerową docieram do Nowego Targu.

Znaków obfitość
Jarzębinowa droga ku Trstenie

Link do zapisu na Stravie – tutaj!

Zobacz też:

Babia Góra i babi gravel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *